|
|
niedziela, 08 listopada 2009
no i gdzie ten spokoj?
Spokój dostał w twarz,obolały skulił się i siedzi cicho w kącie,może wróci wieczorem?
Incydent pierwszy
Chłopaki nie wracali ze spaceru,więc czmychnęłam do łazienki z zamiarem kontynuwania sielanki biorąc długą,przyjemnie leniwą kąpiel...niby szaleństwa w tym nie ma,ale mający dzieci zrozumią mnie:-) w końcu mogłam posiedzieć SAMA w łazience,bez codziennego rytuału drzwi otwartych dla rodziny!
niestety nie zawsze nadmiar wolnego czasu jest dobry,popdałam w panikę gdy przyjrzałam się mojemu brzuchowi i piersiom! gdzie jest moje ciało sprzed ciąży?o zgrozo!ten obwisły fałd skóry,trzęsący się jak galareta to mój brzuch!!! i piersi niczym baloniki z których uszło powietrze...wrrr! musze coś z tym zrobić,piersi sobie odpuszczę,opercaja plastyczna nie wchodzi w grę,może dobry stanik pomoże?na forum biuściastych mówią,że to podstawa wszystkiego:-) ale brzuch! trzeba nad nim popracować,aerobiczna 6 Weidera ponoć działa cuda... a ja w cuda wierzę ;-P
Incydent drugi
pokłóciliśmy się z M.,jak zawsze o to samo,o dom,o jego budowę,o kredyt....
niedziela nie jest jednak dobrym dniem,mamy wtedy czas by porozmawiać,a niestety wogle nam to nie wychodzi...
do szczęścia mało potrzeba...
Lubię niedzielę.To jedyny dzień w tygodniu kiedy M. jest w domu i spędza czas z J. Właśnie wyszli sobie na spacer,a ja mam ciszę,kubek kawy i głos Elli Fitzgerald w tle...sielanka :-)
i pustkę w głowie też mam,bo pisać tu chciałam a już nie wiem o czym?
życzę wszystkim miłej niedzieli:-)
piątek, 06 listopada 2009
rodzina ;-(
Przed chwilą zamknęłam drzwi za gośćmi.Odwiedziła mnie kuzynka z mężem i dziećmi.
Fajnie,bardzo lubię spotkania właśnie z tą kuzynką,zawsze towarzyszą im wspomnienia dzieciństwa,które mam wrażenie było tak niedawno!
Pamiętam jak dziś,te emocje związane z wyjazdem w odwiedziny do rodziców owej kuzynki,podróż jak na drugi koniec Polski,choć tak naprawde czekała nas droga raptem 50km. Tak,ale dla dziecka to było coś wielkiego! Wiem,że dzisiaj dzieci inaczej odbierają podróż choćby z jednego prostego powodu,ich rodzice mają samochód i te 50km przejeżdża się w 40min:-)
ale nie w czasach komuny ;-P
kiedy to nieliczne rodziny posiadały tzw.syrenkę potem "malucha".My natomiast nigdy nie mieliśmy ani jednego,ani drugiego i wszędzie jeździło się PKS-em z żółtym biletem w ręku.Dlatego owe 50km było wyzwaniem.Podróż zajmowała pół dnia,najpierw jechało się jednym autobusem do miasta B. tam przesiadka w drugi autobus :-) a żeby jeszcze nie było tak prosto, na zakonczenie czekał nas 3km spacer,ponieważ PKS nie dojeżdżał do miejscowości,do której podążaliśmy...mimo to,odwiedzaliśmy się z rodziną stosunkowo często,a co dziwne częściej aniżeli teraz kiedy wszyscy mamy samochody. Może brakuje tych osób,które tak naprwadę scalały nasze rodziny...czyli mój ojciec i jego brat...obaj odeszli kilka lat temu,a my udajemy,że jesteśmy rodziną i coś nas łączy,coś więcej niż tylko wspomnienia......
środa, 04 listopada 2009
kim jest przyjaciel? i na czym wogle przyjaźń polega?
mam jednego przyjaciela...ale czy na pewno jest prawdziwym przyjacielem?
a może przyjaźń jest banalnym sloganem.Boimy się być sami więc powtarzamy niczym mantrę mam przyjaciela i tej myśli kurczowo się trzymamy...
dzisiaj miałam ważne badanie,teraz oczekiwanie na wyniki od 7 do 10dni...
ponoć onkologicznych zmian nie ma,ale pewność dadzą wyniki,zatem czekanie...
i brak telefonu,od przyjaciela...choćby z prostym pytaniem:jak się masz?
smutno mi...
być może mój obecny stan ducha prowokuje ciągłe dopatrywanie się drugiego dna we wszystkim.
Pora spać.....
dobranoc!
wtorek, 03 listopada 2009
???????????
kiepsko... a może tragicznie?
nie wiem,chyba nie do końca chcę uwierzyć w sytuację,w której obecnie się znajdujemy...
to taki siarczysty policzek od losu...
trudno z dobrego przestawić się na złe,na nie łatwe,nie proste,na ciągłe niewiadome! coś w rodzaju zawieszenia,choć upaść czas nadszedł bo nadzieja dawno zawiodła więc i trzymać się nie ma czego............
zawsze myślałam,że jestem silną osobą,zaradną i że nie ma sytuacji bez wyjścia,okazuje się,że są!
a może to mój hart ducha gdzieś się zapodział,zniknął?
a może po prostu brakuje mi sił do walki,do działania...
jestem zmęczona.
Szkoda,że przespać problemów nie można......
|